środa, 8 lipca 2015

Chapter VIII

- Ciekawe czemu się spóźniają. - mruknęła Yamanaka, kiedy do pierwszej lekcji zostało niecałe pięć minut, a Sasuke i Sakury wciąż nie było. - A jeśli coś się im stało?
- Nie. Nawet tak nie myśl, Ino-chan. - szepnęła Hyuga, a do klasy wszedł Sasuke. Wszyscy oczekiwali, że za nim wejdzie Sakura, ale zamiast tego usłyszeli dzwonek. Uchiha nawet nie zdążył usiąść, gdy Naruto rzucił się na niego z pięściami.
- Gdzie jest Sakura?! Co jej zrobiłeś?! - wrzeszczał uderzając go kolejny raz i kolejny.
- Naruto-kun! - krzyknęła przerażona Hinata, gdy Sasuke zepchnął go z siebie i uderzył w brzuch. Blondyn szybko się pozbierał i ponownie rzucił na Uchihę.
- Naruto, przestań, bo go zabijesz! - wrzasnął Kiba, odciągając go od czarno-włosego.
- Co jej zrobiłeś gnoju?! - szarpał się.
- Nic, debilu. - warknął wycierając strużkę krwi, która wypłynęła z jego ust.
- Kłamiesz! - wrzasnął. - To na pewno ty ją tak urządziłeś!
- Zwariowałeś?! - podniósł się. - Nigdy bym nie uderzył dziewczyny!
- Jasne! Nie wierzę ci! - wrzasnął i udało mu się wydostać z uścisku Inuzuki. Już miał wymierzyć mu kolejny cios, ale przed nim wyrósł nauczyciel hiszpańskiego.
- Naruto, dosyć. - powiedział spokojnie. - Sasuke zrozumiał, że martwisz się o przyjaciół. Nie potrzeba go więcej bić.
- Ale Kakashi-sensei! - obruszył się.
- Koniec dyskusji. - uciął krótko. - Sasuke. Idź do pobliskiego szpitala. Tam cię opatrzą.
- Niech sensei nie przesadza. - prychnął Naruto. - Shizune wystarczy.
- Owszem, ale jej nie ma. Sasuke, dasz radę?
- Bez problemu. - mruknął zabierając swój plecak i kierując się we wskazane miejsce przez nauczyciela.
- A ty mój drogi. - zwrócił się do blondyna. - Za karę napiszesz trzydziesto-stronicowe wypracowanie na temat II Wojny Światowej. Zrozumiano?
- Sensei, ale!
- Zrozumiano? - powtórzył surowym tonem.
- Tak, jest. - spóścił głowę.
- Na piątek.
- Trzy dni?! Ale jak ja mam...?!
- Na piątek. - odwrócił się i wziął za prowadzenie lekcji.


~*~


- Hej. Da się coś z tym zrobić? - wskazał na swoją twarz.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się niebiesko-włosa dziewczyna. - Idź do pokoju numer 312. Powinna tam być jedna z naszych najlepszych pielęgniarek.
- Dobrze. - przytaknął i zaczął szukać odpowiedniego pokoju. Gdy już miał zapukać usłyszał znajomy głos.
- Do jutra powinno się zagoić. - przez głos wyczuł, że dziewczyna się uśmiecha.
- Dziękuję, ale obawiam się, że jeszcze dzisiaj się zobaczymy. - usłyszał głos małego chłopca.
- Oby nie, Konohamaru. Rodzice będą się o ciebie martwić, jeśli będziesz tutaj spędzał tyle czasu.
- Ale ja lubię tutaj być, bo ty też tu jesteś!
- Jak skończę dyżur to pójdziemy na lody. Zgoda?
- No pewnie, że zgoda!
- Ale jeśli zobaczę cię tutaj przed naszym spotkaniem, to je odwołam. Dobrze?
- Obiecuję, że już mnie tu nie zobaczysz, Sakura-chan! - krzyknął i wybiegł otwierając drzwi na ościerz, tym samym uderzając czarno-włosego.
- Ał! - rozmasował bolącą głowę. - Uważaj młody.
- Wyglądasz okropnie. - mruknął przyglądając mu się uważnie. - Jeśli dotkniesz mojej dziewczyny, to będę musiał skopać ci tyłek. - powiedział z przymrużonymi oczami i ruszył ku wyjściu ze szpitala.
- Okay. To było dziwne. - mruknął wchodząc do środka. Różowo-włosa dziewczyna. Usiadł na kozetce, ale ta się nie odwróciła. Nie chciała pokazać mu swojej twarzy, ale on pewnie i tak już wiedział kim była.
- Masz jakiś dowód albo legitymację szkolną? - zapytała myjąc ręce.
- Legitymację. - położył ją na jej biurku, uważnie ją obserwując. Biały uniform, który sięgał jej prawie do połowy ud, z czerwonym krzyżem na plecach. Był zapinany na góziczki, a dwa z nich były odpięte. Na nogach miała białe trampki, czym bardzo odróżniała się od tutejszych pielęgniarek, ponieważ większość z nich chodziła w klapkach, albo balerinach.
- Uchiha Sasuke. - spojrzała na dokument. - Fajne zdjęcie. - zaśmiała się pod nosem.
- Zrobisz coś z tym? - wywrócił oczami.
- Tak. To nic wielkiego. - otworzyła dużą szafkę i wyciągnęła mały, zielony koszyczek, który był wypełniony bandażami, plastrami, gazami, wodą utlenioną i jedną parą dużych nożyczek.
- Skąd możesz wiedzieć, skoro nawet na mnie nie patrzysz? - prychnął, a ona się odwróciła do niego przodem i postawiła mały taborecik przed nim, a koszyczek obok niego.
- Widzę. - zaczęła obmywać jego rany. - To nic wielkiego. Po tygodniu powinno już nie być śladu.
- Dlaczego tu pracujesz? - syknął, kiedy dotknęła naciąkniętym wodą utlenioną wacikiem najgorszej z ran.
- Wybacz. - starała się być bardziej delikatną. - Lubię to.
- I zawalasz szkołę tylko dlatego, że lubisz tu być? - prychnął.
- To chyba nie jest twoja sprawa, no nie? - wstała i wziąszy czystą gazę, namoczyła ją czystą wodą. Delikatnie zaczęła przemywać usta chłopaka.
- Sakura. - złapał ją za nadgarstek i odsunął od swoich ust. - Powiedz mi prawdę. Kto cię zranił?
- Sasuke, dlaczego miałabym ci to mówić? - zapytała spokojnie. - I tak nic nie zmienisz. A z tego co zauważyłam to potrafisz być tylko...
- Rozpieszczonym gnojkiem? - uniósł brwi, uśmiechając się delikatnie. - Który pakuje się w kłopoty, jest arogancki i pragnie śmierci pewnej osoby? O to ci chodziło, tak?
- Dlaczego chcesz jego śmierci? - spojrzała mu w oczy, a on starał odwrócić się wzrok, ale nie potrafił. Czuł, że musi jej to powiedzieć, że po tym poczuje się lepiej.
- To długa historia. - mruknął niechętnie. - Nie chcesz jej słuchać.
- Właśnie, że chcę. - powiedziała poważnie. - Jeśli ty opowiesz mi swoją, to ja zrobię to samo.
- Czy ty próbujesz mnie szantażować? - zmarszczył brwi.
- To tylko propozycja. Nie zmuszę cię do mówienia, więc nie nazywaj tego szantażem. - wróciła do opatrywania jego ran.



~*~


- Musiałeś go tak pobić? - Yamanaka zdzieliła go przez łeb. - A jeśli coś poważnego mu się stało ?
- Martwisz się o niego, zamiast o swojego przyjaciela? - mruknął rozmasywując bolące miejsce.
- Tak, bo postąpiłeś idiotycznie. - warknęła. - Z resztą pomyślałeś co będzie, jeśli Sakura go takiego zobaczy? Dostanie szału i nie będzie chciała cię znać.
- A to niby dlaczego? Uważa go za rozpieszczonego gnojka... - powoli zaczął rozumieć. - No chyba mi nie powiesz, że...
- Tak dokładnie ci to powiem.
- Wiesz co? Zamknij się, bo mnie wkurwiasz. - warknął, zarzucając plecak na ramię i wychodząc ze szkoły. "Małe wagary jeszcze nikomu nie zaszkodziły, więc... "


~*~


- Zamiast mu pomóc, to uciekł, zostawiając go samego na łasce tych bandytów. - warknął wściekły. - Potem zostali zabici przez inną mafię, a on nic nie zrobił. Nie przyszedł na pogrzeb, nawet nie wyraził skruchy. Słyszałem raz nawet jak mówi jakiemuś gościowi, że ich plan wypalił, bo główna przeszkoda została zlikidowana, ale... Rosną kolejne dwie... Ja i Itachi. Mój brat też o mało co nie został zamordowany, dlatego nie pracuje już w policji. Jest tanim "architektem", ale to tylko bajeczka, żebym go nie znienawidził. Wiem, że ciągle pracuje w tej durnej policji i jest na każde kiwnięcie palcem Madary. Ale to ja z Itachim jesteśmy prawowitymi spadkobiercami tej całej hały. Mój brat powinien rządzić posterunkiem. Moja matka po śmierci ojca... zgłupiała. Zaczęła się dziwnie zachowywać i trafiła do psychiatryka. Ona wiedziała, że to przez wuja i, dlatego zrobili z niej wariatkę. Potem Itachi przejął nademną opiekę. - mówił spokojnym tonem unikając wzroku różowo-włosej. Chociaż... ona i tak na niego nie patrzyła. Tępo gapiła się w jakiś punkt na podłodze. - Przeprowadziliśmy się do Stanów, a dwa miesiące temu wróciliśmy na stare śmieci. - spojrzał na dziewczynę, czekając na jej reakcję. Ale ona stała bez ruchu.
- Przykro mi... - szepnęła po dłuższej chwili.
- Serio. Nie ma czego. - mruknął obojętnie.
- Nie jesteś rozpieszczonym gnojkiem, tylko... pełnym nienawiści... chłopcem, któremu zostało odebrane wszystko, co tak naprawdę kochał... - szepnęła, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. - Przepraszam, że cię tak pochopnie oceniłam.
- Nie płacz. - podszedł do niej i ją przytulił. - Nie ma nad czym. Naprawdę.
- Mój ojciec... nie żyje... - przytuliła się do niego mocno. - Zmarł gdy miałam kilka miesięcy, a krótko po tym... matka zaczęła nałogowo pić... To dlatego tutaj pracuję. Przecież nie możemy wylądować na bruku.
- A... próbowałaś namówić ją na odwyk? - zapytał spokojnie i oparł swoje czoło o jej.
- Yhym... - chlipnęła. - Ale to zawsze kończyło się wielką awanturą.
- Będzie dobrze. - szepnął wycierając łzę z jej policzka. - Obiecuję.
- Wracaj do szkoły. - powiedziała poważnie i odsunęła się od niego.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz... - prychnął i przyciągnął ją do siebie, by wbić się w jej usta. Delikatny, acz stanowczy pocałunek sprawił, że dziewczyna przestała mu się opierać. Poczuł jak wplotła palce w jego włosy, kiedy on w tym momencie zjechał rękoma do dołu jej pleców, by delikatnie ją do siebie przyciągnąć. Ich ciała się stykały, a pocałunek wciąż był słodkim i niewinnym.



~*~ 


- Dlaczego mnie unikasz? - zapytała, kiedy Kiba odwoził ją do domu. Padało, a ona miała dość daleko, więc zaoferował jej podwózkę, bo jej chłopak ją zostawił.
- Nie unikam. - burknął zmieniając bieg.
- Jesteś oschły i traktujesz mnie gorzej niż... swoich wrogów.
- Skąd możesz wiedzieć jak ich traktuje, skoro nawet ich nie znasz. - prychnął i skręcił.
- Sai, Deidara i jego spółka, ojczym... i ja. - szepnęła.
- Jesteś idiotką. - warknął zatrzymując się pod jej domem.
- Dlaczego mi nie powiesz, że mnie nienawidzisz? Będzie ci o wiele lepiej, kiedy w końcu to wyznasz. - otworzyła drzwi i wysiadła.

- Masz rację. - mruknął, a ona nachyliła się, by spojrzeć na niego. - Nienawidzę cię. - powiedział przerażająco nisko i gwałtownie ruszył, przez co drzwi same się zatrzasęły. Nawet nie zauważył kiedy wyjechał poza miasto. 

niedziela, 11 stycznia 2015

Chapter VII

- Jesteś pewna, że o to jej chodziło? - mruknął znudzony Uzumaki. 
- Tak. - przytaknęła zdenerwowana Ino. - Prosiła, żebyśmy tutaj przyszli.
- Ale po co? Jest jesień, po jaką mielibyśmy przychodzić na plażę? - ziewnął Nara. - I to jeszcze tak wcześnie. 
- Nie... Sakura?! - wszyscy spojrzeli w tym samym kierunku co Yamanaka. Szybko do niej podbiegli. - Co się stało?
- Nic. - wzruszyła ramionami, bardziej opuszczając głowę. - Po prostu wczoraj się nie mogliśmy spotkać, więc jestem dzisiaj. Z resztą... Miałaś być sama. 
- Przepraszam. - szepnęła. - Ale myślałam, że coś ci się stało, więc ściągnęłam Hinatę i Naruto, który zabrał ze sobą Shikamaru. 
- Dobra. Chciałaś wiedzieć czy żyję. - powiedziała odwracając się do nich plecami i powoli ruszając z powrotem do domu. - Więc zobaczyłaś. Narazie.
- Sakura?! - krzyknęła blondynka. 
- I po jaką ja wstawałem? - Nara znowu ziewnął i ruszył w przeciwnym kierunku co Sakura. 
- Przyleźliśmy tu tylko po to, żeby ją zobaczyć? Nawet nie powiedziała nam, dlaczego wczoraj nie przyszła. - burknął zły Uzumaki. - Idę do domu. Cześć. 
- Ale... - szepnęła Yamanaka. - Na pewno coś się stało... 
- Ino-chan... - Hinata położyła jej rękę na ramieniu, ale ta szybko ją strąciła. 




~*~  


- Jezus Maria. - dziewczyna zaniemówiła na widok przyjaciółki. Miała plaster na czole i przecięty policzek. Wyglądała przerażająco. - Sakura? 
Różowo-włosa bez słowa usiadła na swoim miejscu i położyła głowę na ławce, by idealnie patrzeć w okno. 
- Co ci się stało? - zapytał zmartwiona blondynka.
- Nic. Mały wypadek. - mruknęła nawet na nią nie patrząc. 
- Wypadek?! Wyglądasz jakby cię ktoś pobił! - krzyknęła spanikowana, a do klasy weszła pozostałość paczki. 
- O Sakura! Cześć! - ucieszył się Uzumaki i podszedł, by przybiła mu high-five, ale się nie doczekał. 
- Cześć. - szepnęła cicho. 
- Ej, co jest? - zapytał zdziwiony i usiadł obok niej. - Sakura? Wszystko w porządku? 
- Ta... Wszystko gra... 
- Więc dlaczego... ? 
- Bo nie mam humoru, ok?! - wrzasnęła podnosząc się, by spojrzeć na niego. Chłopak zaniemówił widząc jej rany. - Daj mi spokój. 
- Sakura... co się stało? - zapytał zdziwiony Inuzuka. 
- Nic. 
- To, dlatego wczoraj chowałaś się pod kapturem. - mruknął Nara. - Tak myślałem, że coś się stało, ale nie sądziłem, że aż tak poważnego. 
- Kto ci to zrobił? - obok niej stanął Uchiha. Uważnie się jej przyglądał, by następnie powtórzyć pytanie. - Kto ci to...?
- Upuściłam kubek, a potem przewróciłam się. 
- Dlaczego kłamiesz? - warknął nisko i mocno szarpnął ją za nadgarstek, by pociągnąć w stronę wyjścia z klasy.
- Ej, co ty robisz?! - wrzasnął Uzumaki. - Zaraz zaczną się lekcje!
- Wymyślisz coś! - uśmiechnął się wrednie, wyciągając różowo-włosą z klasy. 




~*~ 


- Gdzie on ją zaciągnął? - Nara podrapał się w tył głowy, uważnie rozglądając. 
- Ominęły ich wszystkie lekcje. - powiedział Inuzka. - To niepodobne do Sakury. 
- A... jeśli on jej... - zaczęła niepewnie Hinata. 
- To wtedy go zabiję. - powiedział poważnie Naruto. - Nikt nie będzie krzywdził moich przyjaciół. 



~*~


- Więc mówisz, że wczoraj jak byłaś na spacerze to jakiś pijany facet rzucił w ciebie butelką tak? - zmrużył oczy gapiąc się przed siebie. 
- Yhym. - kłamała, ale tylko w dwóch rzeczach. Że to był mężczyzna i, że to się stało na spacerze. 
- Co robiłaś o tak później porze sama na dworze? - spojrzał na nią uważnie. 
- Ja... - nie wiedziała co powiedzieć. "No myśl, dziewczyno. Myśl". - Chciałam się przejść. 
- Nie wierzę ci. - powiedział pewnie. 
- Co? Dlaczego? - zdziwiła się. 
- Bo nie jesteś głupia. - prychnął. - Nigdy byś nie wyszła tak późno. 
- Znowu to robisz. - mruknęła. - Znowu chcesz oceniać osobę, której nie znasz. Chcesz jej wystawić opinię, która będzie twoim wyimaginowanym zdaniem o niej. 
- Co ty mówisz? - zmarszczył brwi zły. 
- Chcesz być najmądrzejszym ze wszystkich. - wstała. - Ale nie wychodzi ci. Obejmij inną taktykę. 
- Co ty bredzisz?! - wrzasnął, ale ta nie zareagowała. Po prostu szła przed siebie. 

Chapter VI

- Dlaczego mu odmówiłaś? - mruknęła Ino. - Każda by chciała być na twoim miejscu, a ty go tak po prostu spławiłaś. 
- Po prostu nie mogę i już. - mruknęła poważnie. - A poza tym... on mnie nie interesuje.
- C...CO?! - wrzasnęła szarpiąc ją do tyłu. Odwróciła ją do siebie przodem i lekko ją potrząsnęła. - Nie interesuje?! A kto zabronił nam o nim myśleć?! No kto?! Kochasz go i dobrze o tym wiesz!
- Ino-chan... - szepnęła Hinata. 
- Mówisz, że masz trudne życie, a tak naprawdę sama sobie je utrudniasz! Zamiast umówić się z nim to zgrywasz niedostępną! 
- Nic nie rozumiesz! - wrzasnęła strącając jej ręce. - I nigdy nie zrozumiesz! Jesteś na to za głupia! - ruszyła biegiem do domu. 
- Sakura... - szepnęła blondynka nie wierząc w słowa wypowiedziane przez Haruno. 
-"Przepraszam, Ino. Inaczej nie mogę." - szlochała i nagle na kogoś wpadła. 



~*~  


- Gdzie ona jest? - mruknął Uzumaki. - Nigdy się nie spóźniała. 
- Wczoraj trochę się... pokłóciłyśmy... - szepnęła blondynka ze spuszczoną głową. - To pewnie przez to.
- O co się pokłóciłyście? - westchnął zrezygnowany Kiba, ale ta mu nie odpowiedziała. Po prostu milczała i zaciskała ręce na, by nie wydać z siebie przypadkiem jakiegoś dźwięku. 
- Hinata? - blondyn spojrzał podejrzliwie na granato-włosą. - O co im poszło?
- Naruto - kun... ja... - zaczęła się jąkać i czerwienić.
- Daj spokój, Uzumaki. - mruknął Uchiha. - I tak się nie dowiesz, więc odpuść. 
- A skąd wiesz? Nigdy nic nie wiadomo. - burknął. - Z resztą Sakura mi. Przyjaźnimy się od dziecka. Chociaż odmowa spaceru mnie zdziwiła. - zaczął się zastanawiać. - Ej! A ty przypadkiem jej czegoś nie zrobiłeś? Ach, no tak. Dla niej jesteś tylko rozpieszczonym gnojkiem. 
- Ta. I co z tego? - wzruszył ramionami. - Uważa tak, bo mnie nie zna.
- I wątpię, żeby chciała to zrobić. - prychnął.
- Ej, skończcie o niej gadać, bo mi niedobrze. - mruknął Sai. - Wolę kiedy rozmawiamy o mojej dziewczynie. - pocałował blondynkę w policzek. 
- Ale Ino nie jest ciekawym tematem na rozmowę. - mruknął Inuzuka głaszcząc swojego psa. - Odkąd spotyka się z tobą jest... nudna. 
- Czy ty wiesz o kim mówisz? - mruknął Sai. 
- Ta. O swojej eks... - uśmiechnął się wrednie, widząc jak tym wkurza chłopaka. - Przyjaciółce. 
- Tym bardziej nie powinieneś o niej mówić w ten sposób. - wzruszył ramionami. - W końcu nigdy się z nią nie przespałeś. 
- Wiecie co? Ja idę do domu. - mruknął nagle, wstając. 
- Zabolało? - zapytał, a ten wymierzył mu kopniaka w brzuch. 
- Zabolało? - skierował się do wyjścia. 
- Ja też będę spadał. - mruknął Uchiha, wychodząc. 
- T...To ja też. - szepnęła Hyuga.
- Hinata, czekaj. Odprowadzę cię. - poszedł za nią. 



~*~ 


- A teraz tak szczerze. - mruknął Inzuka. - Czemu ją zaprosiłeś? 
- Chciałem to zaprosiłem. - wzruszył ramionami. 
- Ale wiesz, że nie powinieneś bawić się jej uczuciami, no nie? Sakura, nie należy do osób silnych. 
- Ta. Właśnie wczoraj widziałem. - prychnął, skręcając w inną uliczkę. - Narazie. 
- On coś planuje. - mruknął Inuzuka. - Akamaru, trzeba bronić przyjaciół. Nie możemy pozwolić by cierpieli, rozumiesz? - spojrzał na psa, a ten zaszczekał. 



~*~  


- Hinata... Powiesz mi... pewną rzecz? - zapytał cicho, gapiąc się w swoje buty. 
- J... Jaką? - zaczęła się jąkać. 
- Czego chciał wczoraj od ciebie Sasuke? 
- N... Naruto-kun...
- Skrzywdził cię? 
- N... Nie...
- Groził ci? 
- N... Nie...
- Więc o co chodziło? - zatrzymał się, uważnie na nią patrząc. 
- O... O nic... - zaczerwieniła się. Myślała, że jej rumieniec umknie oku blondyna, ale myliła się. Światło latarni ulicznej idealnie je ukazywało. 
- Hinata... - stanął tuż przed nią. - Nie umiesz kłamać. - uśmiechnął się delikatnie i uniósł jej głowę, tak by na niego spojrzała. - Powiedz mi prawdę. 
- No... bo... ja... - zaczęła jąkać się jeszcze bardziej, a jej twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. 
- Spokojnie. - zaśmiał eis cicho. - Weź głęboki wdech i po prostu to powiedz. Mamy dużo czasu. Noc jest jeszcze przecież młoda. 
- Chciał... żebym... - jej serce zaczęło wybijać nierówny rytm. - Powiedziała, że... on... jest... g... gnojkiem...
- Dlaczego? - zmarszczył brwi. 
- No, bo... tak jest... 
- Powiedziałaś?
- N... Nie... Neji przyszedł. - szepnęła cicho. 
- Rozumiem. - powiedział poważnie, a po chwili pocałował ją w czoło. - Nie pozwolę cię skrzywdzić. Pamiętaj o tym.
- N... Naruto-kun... Zaraz... Zemdleję... - powiedziała cicho czując jak jego bliskość sprawia, że robi jej się słabo. 
- No nie rób mi tego. - zaśmiał się promiennie i odsunął od niej. - Nie skazuj mnie na cichą podróż do domu. 
- Yhym. - przytaknęła, uśmiechając się nieśmiało. 



~*~  



- Znowu piłaś? - jęknęła dziewczyna zbierając puste butelki po wódce. 
- Idź kup jeszcze. - mruknęła zataczając się. - Muszę zapomnieć... 
- Alkohol ci w tym nie pomoże. - szepnęła. - Tylko jeszcze bardziej będzie przypominał. 
- Zamknij się! - krzyknęła jej matka i rzuciła w nią jedną z butelek. Szkło rozsypało się raniąc przy tym jej twarz. Z jej policzków i czoła popłynęły stróżki krwi. 

Chapter V

- O czym on mówił? - mruknął Nara i uważnie spojrzał na Uzumakiego. Odkąd wyszyli ze szkoły ten się nie odezwał słowem. Cały czas szedł wpatrując się w ziemię i wciąż był pogrążony we własnych myślach. Nie było z nim kontaktu. - Naruto.
- Um? - spojrzał na niego pytająco. Nie za bardzo wiedział co się dzieje, był zbyt zajęty myślami. 
- O czym mówił ten cały Uchiha? - przystanęli, a Shika uważnie przyjrzał się blondynowi. Tak jakby chciał wyczytać odpowiedź z jego wyrazu twarzy, oczu, zachowania. 
- A skąd mam wiedzieć? - odwrócił wzrok, zaciskając mocno pięści. 
- Przyjaźnicie się od dziecka. Powinieneś... 
- Nikt o tym nie wie. - mruknął. - I tak zostanie. 
- Przyjaźnimy się, no nie?
- I co z tego? - mruknął patrząc na niego wrogo. - Jeśli Kiba zechce to ci powie o co kaman. Ja nie zamierzam. 
- Dobra. Spokojnie. - podniósł ręce w geście poddania się. - Jezu, ale ty męczący jesteś. 



~*~ 


- Czy ja mam jakieś zwidy? - Haruno potarła oczy. - Czy oni wczoraj o mało co się nie pozabijali? 
- Hm? - dziewczyny spojrzały w kierunku szkolnej bramy. 
- Kiba? Sasuke? Naruto? Shikamaru? - pytała Ino. - Co jest grane? 
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnął się Inuzuka. 
- Siema. - mruknął Sasuke, uważnie przyglądając się każdej.
- Ohayo. - ziewnął Nara. 
- H... Hej... - Hinata spaliła buraka. 
- Czy wy aby na pewno dobrze się czujecie? - zapytała Ino. - Wczoraj...
- Wczoraj było wczoraj. Dzisiaj jest dzisiaj. - mruknął Nara. 
- Naruto? - zdziwiła się Haruno. - Czemu jesteś taki cichy?
- Bo ten... - warczał pod nosem. 
- Co się stało? - zmarszczyła brwi. 
- To gówno nazwało mnie słabeuszem! - wrzasnął wskazując na czarno-włosego. 
- I kto tu jest gównem? - prychnął. - Gówno jesz, gówno wiesz. 
- Zabije cię! - warczał pod nosem. - Wkradnę ci się do chaty, zabije, poćwiartuje i hop do rzeczki. 
- Ty serio chcesz się ze mną mierzyć? - spojrzał na niego z pogardą. - Przecież nie masz najmniejszych szans. 
- To, że razem trenujecie nie oznacza, że jesteście przyjaciółmi. - warknął zły. 
- Kiba doznał tego samego rodzaju bólu co ja. A ty? - prychnął. - Jesteś szczęśliwym dzieciątkiem, który ma wszystko czego tylko dusza zapragnie. Nigdy nie zaznałeś bólu samotności, więc zamilcz. 
Uzumaki mocno zacisnął pięści i odwrócił wzrok. 
- I ty to kurwa wiesz najlepiej, no nie? - warknął wściekły i ruszył do budynku. 
- Naruto... - szepnęła młoda Hyuga. 
- Jesteś żałosny. - prychnęła Haruno. - Myślisz, że jak ten idiota zgodził ci się pomóc w tej twojej chorej zemście to możesz nami pomiatać? Nie wiem kim jesteś, ale to TY jesteś rozpieszczonym gnojkiem. - warknęła i powoli ruszyła do klasy. 
- Mi się zdaje czy Sakura stanęła w obronie Naruto? - zdziwiła się Yamanaka. 
- Może i to kłopotliwe, ale... Sakura ma rację. - mruknął Nara. - Sasuke jest gnojkiem, który myśli, że może wszystko. 
- Uważaj na słowa. - warknął czarno-włosy.
- S...Sasuke... - Hinata zaczęła niepewnie, a on na nią spojrzał. - Oni... mają rację... Jesteś... 
- No kim? - stanął blisko niej. Ich ciała o mało co się nie stykały, a on pochylał nad nią głowę, by uważnie obserwować jej ruchy. Jednak Hyuga nic nie powiedziała. - No kim? Powiedz to. 
- Sasuke daj spokój. - mruknął Kiba. 
- Nie. Niech powie. 
- J... Jesteś... 
- Gnojem? A może szmatą? - mruknął przerażająco nisko i wziął kosmyk jej włosów na palec, by następnie je zaplątać. 
- Odsuń się od niej. - usłyszeli ciche warknięcie i spojrzeli w kierunku jego właściciela. Neji Hyuga. Chłopak, który był postrachem tej szkoły, jednak kiedy tylko opuścił jej mury Inuzuka przejął jego "stanowisko". - Powiedziałem odsuń się od niej. 
- Bo co? - prychnął Uchiha, ale odsunął się od granato-włosej. 
- Neji, nie... nie rób tego. - szepnęła Hinata. 
- Co chciałeś zrobić? - nie odpuszczał. 
- Nic... - wzruszył ramionami. - Ona... - wskazał na młodą Hyugę. - Nie jest warta jakiegokolwiek zachodu. 
- Więc po co kurwa ją dotykałeś?!
- Hmm... - udał, że się zamyśla. - Pewnie dlatego, że jest zbyt mądra i trzeba ją trochę utemperować. 
- Żebym ja cię nie utemperował. - syknął. - Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a pożałujesz Uchiha. 
- S... Skąd...? - zmarszczył brwi. 
- Masz być dzisiaj wcześniej w domu. Twój ojciec ma ważne spotkanie, a ja wychodzę z Tenten. - mruknął do Hinaty. 
- D... dobrze. - przytaknęła, a on wziął jej torbę i objął ją ramieniem. - Chodź odprowadzę cię do klasy.
- Kim jest ten gościu? - mruknął Uchiha. 
- Niej Hyuga. Od dziecka ćwiczy sztuki walki. Jest w tym najlepszy w całym mieście. - mruknął Nara. - Jest spoko, ale jeśli podpadniesz mu... może być z tobą kiepsko. Uważaj na siebie, bo szpital cię powita.
- W dupę niech se wsadzi ten swój szpital. - burknął i ruszył do klasy. 



~*~


- Hej, Sakura. - obok pojawiła się Karin. 
- Czego chcesz? - warknęła odwracając głowę w stronę okna.
- Jak tam praca kelnerki? Nadal pracujesz w tłustym barze? - zaśmiała się wrednie. 
- "Co? O czym ona mówi?" - zmarszczył brwi. 
- Nie, nie pracuje tam, a z resztą... powinnaś wiedzieć to najlepiej, tłusta świnio. - warknęła Yamanaka. 
- Nie wtrącaj się, Ino! - warknęła. - To jest sprawa po między mną, a Wielkoczołą! 
- No cóż... Już nie. - warknęła. - Spieprzaj stąd, albo oberwiesz. 
Dziewczyna uśmiechnęła się wrednie i podeszła do ławki czarno-włosego. 
- Hej Sasuke! Idziemy potem na kawę? - uśmiechnęła się słodko. 
- Um? Mówiłaś coś? - spojrzał na nią jak na idiotkę. 
- Idziemy potem na kawę? - próbowała zachować spokój. 
- Nie, dzięki. Mam inne plany. 
- To może jutro?
- Mam już plany. 
- A po jutrze? 
- Jestem już umówiony. - ukradkiem spojrzał na różowo-włosą. 
- Masz dziewczynę? - Uzumaki zmarszczył brwi. 
- Nie i nie zamierzam mieć. Dziewczyna to strata czasu. - wzruszył ramionami. - To tylko kłopot. 
- Więc z kim jesteś umówiony? - zaciekawił się Inuzuka. 
- Sakura... - mruknął, a ona spojrzała na niego. - Idziemy po lekcjach na spacer? 
- Że niby z Wielkoczołą?! - wrzasnęła Karin. 
- Sasuke... ja... nie mogę. - przyznała niechętnie i spuściła wzrok. - Przepraszam. 
- Czyli widzimy się dopiero jutro na imprezie. Dla mnie spoko. - wzruszył ramionami. 
-"Obawiam się, że jednak nie." - pomyślała zaciskając ręce na zeszycie. 

Chapter IV

- Ej, wstawaj. Spóźnisz się do szkoły. 
- Człowieku daj mi spokój. - warknął nakrywając głowę kołdrą. 
- Uchiha Sasuke. Rusz te cztery litery albo dostaniesz szlaban. - powiedział poważnie, a czarnowłosy spojrzał na niego jak na debila. Powoli się podniósł i usiadł na skraju łóżka, by następnie opuścić wzrok.
- Czy ja do kurwy jasnej mam pięć lat, że grozisz mi szlabanem? - syknął. 
- Nie, ale jestem za ciebie odpowiedzialny. Rodzice mi zaufali. 
- No przecież, że ci zaufali. - poderwał się. - W końcu jesteś ich idealnym dzieckiem! A ja jakimś tępym nieudacznikiem, który nawet nie może sam iść do szkoły!
- Kochają cię. 
- Jakoś tego nie zauważyłem. - warknął i wyszedł trzaskając drzwiami. 



~*~


- Słyszeliście? - Sakura odwróciła się do stolika Kiby i Hinaty. - Ma przyjść nowy. 
- Co za nowy? - zaciekawiła się Ino siadając w swojej ławce obok. 
- Podobno wywalili go z poprzedniej szkoły za pobicie kolegi z klasy. - powiedział Nara. - Będzie bardziej upierdliwy niż Kiba z Naruto. 
- Co wy go tak przeżywacie? - mruknął blondyn. - Przyjcie i będzie tak jak zawsze. Przez dwa dni będzie "popularny", a potem będzie szukał paczki, do której może się przyczepić. 
- Skoro już jednego pobił to może pobije drugiego? - Kiba się zamyślił i spojrzał na Uzumakiego, uśmiechając się dziwnie. 
- Nie radzę. - mruknął. - Masz dosyć już problemów. 
- Ten gnojek to pestka. - machnął rękę i wskazał na czarnowłosego chłopaka, który właśnie wszedł do klasy. - Ale ten... Może być małym problemem. 
Wszyscy spojrzeli na niego, a on rozejrzał się po całej klasie. Wyczaił jedyne, wolne miejsce, obok Ino. Ruszył w jej kierunku, ale ktoś go wyprzedził. 
- Cześć miśku. - Sai ją pocałował. - Od teraz będziemy chodzić razem na hiszpański. 
- Ty. - usłyszeli niskie mruknięcie. 
- Czego? - warknął Sai i podniósł się, by spojrzeć na swojego rozmówcę. 
- To moje miejsce. - powiedział zadziwiająco spokojnie. 
- Jesteś nowym. Nic nie jest twoje. - warknął popychając go lekko. - Jesteś nic nie wartym śmieciem. 
Młody Uchiha uśmiechnął się pod nosem czym zbił przeciwnika z tropu. Jednym ruchem wykręcił mu rękę do tyłu i przygniótł twarzą do stolika obok. 
- Właśnie popełniłeś swój największy błąd. - warknął mu do ucha. Podniósł go i pchnął na ścianę. Już miał wymierzyć mu cios, ale zatrzymał rękę tuż przed jego twarzą. 
- No już. Starczy. - do klasy wszedł nauczyciel. - Wystarczająco go przestraszyłeś. 
- Nie moja wina, że popuścił. - uśmiechnął się z pogardą. 
- Siadaj, Sasuke. - powiedział Kakashi. 
Ten tylko prychnął wysyłając chłopakowi ostatnie pogardliwe spojrzenie. Niedbale podszedł do ławki Yamanaki i usiadł na wolnym krześle. Powoli odwrócił się w jej stronę i uważnie się jej przyjrzał. Wszyscy patrzyli na niego wielkimi oczami. 
- Jak masz na imię? - odezwał się po dłuższej chwili. 
- J... Ja? - jąkała się blondynka.
- Ta.
- Yamanaka Ino. - przełknęła ślinę.
- To... - spojrzał przed siebie. - Twój chłoptaś? 
- Yhym. 
- Jesteś idiotką. - powiedział nadal patrząc przed siebie. Jej oczy powiększyły się jeszcze bardziej. - Zasługujesz na więcej niż ten kutasiarz. 
- Uzumaki Naruto. - odezwał się blondyn siedzący obok różowo-włosej dziewczyny. 
- Ta, i co z tego? - prychnął patrząc na niego jak na idiotę. 
- On jest większym chujem niż ty, Kiba. - mruknął do Inuzuki, a ten tylko się zaśmiał, kręcąc głową. 
- Naruto! - skarcił go Kakashi. - Nie rozmawiaj! 
- Ale to nie ja. - mruknął. 
- Ciągle ta sama wymówka. - z dezaprobatą pokręcił głową. - Wymyśl coś nowego. 
- Idiota. - prychnął czarno-włosy. 
- Zdradź swoje imię, Sasuke. - dodał spokojnie nauczyciel. 
- Uchiha Sasuke. - pogardliwy uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Koszmar tego miasta. 
- Ha! Zobaczymy! - prychnął blondyn. - Jesteś nieszkodliwym, spłoszonym kotkiem. W szkole góruje Inuzka. W mieście Douhito. Nie masz szans... z żadnym. 
Spojrzał na niego, ale nic nie powiedział. Po prostu uśmiechnął się głupio i przytaknął ruchem głowy. 



~*~ 



- Co za typ? - prychnął Uzumaki. - Jest głupi jeśli myśli, że da radę Kibie. 
- On jest... - Ino zaczęła niepewnie. - wspaniały...
- Mi się zdaje, czy pan Uchiha wpadł w oko naszej Ino? - Sakura trąciła ją łokciem. 
- N... Nie wiem... Ale... Kiedy ze mną rozmawiał... Czułam... coś dziwnego. - uśmiechnęła się pod nosem.
- Ja pierdole... - westchnął brązowo-włosy i odchylił głowę do tyłu, by wziąć głęboki wdech.
- Ty. - usłyszeli ten głos. Powoli spojrzeli w stronę, z której dochodził, by ujrzeć jego właściciela. Czarno-włosy chłopak, którego oczy przerażały, a wzrok był zimny jak lód. 
- Ta? - zapytał spokojnie brązowooki chłopak. 
- Inuzuka. Który to? 
Prychnął opuszczając głowę. Zaśmiał się z pogardą po czym uniósł lekko głowę. Wyglądał przerażająco. Jego oczy przepełniła nienawiść i chęć... zabicia...
- Ja. Bo co? - warknął.
- Słyszałem o twojej siostrze... - oczy młodego Inuzuki się diametralnie powiększyły. Ręce przybrały formę pięści, a szczęka mocno zacisnęła. Ponownie opuścił wzrok. Wyglądał jakby miał zabić swojego rozmówcę. Cały się trząsł. Strach...? Złość...? Nienawiść...? Podcienienie...? Co to było...? 
- Czego chcesz?- syknął nisko. 
- No chyba się mnie nie boisz? - prychnął, widząc trzęsącego się Inuzukę. Ten gwałtownie zacisnął ręce na koszulce czarno-włosego i pchnął go na ścianę za sobą. Mocno nim na nią naprał.
- Czego kurwa chcesz od mojej siostry?! - warknął uderzając nim o mur.
- Ja? Niczego. - prychnął. - Po prostu pytam, bo słyszałem... - nie dokończył. Inuzuka ponownie uderzył nim o ścianę. 
- Nie interesuj się, gnojku! 
- Słyszałem... - kontynuował, unikając ciosu Inuzuki. - Że prawie go zabiłeś...
Kiba momentalnie go puścił i odwrócił głowę, by wbić wzrok w ziemię. 
Co dziennie miał wyraz jego twarzy przed oczyma. Tak bardzo pragnął jego śmierci, że zapomniał o wszystkim. Uderzał go z ogromną siłą, tak by cierpiał jak on... Ten dzień należał do jednego z najgorszych...
- Gdyby ON wtedy nie przyszedł... - mówił Uchiha, uważnie obserwując ruchy brązowo-włosego. - Zabiłbyś go...
- To nie jest twoja sprawa. - warknął, zaciskając ręce w pięści. 
- Owszem, ale... Mam pewną sprawę do załatwienia, a do tego potrzebuję... twojej pomocy. - mruknął niechętnie. 
- Czego chcesz? - warknął, spoglądając na niego z ukosa. 
- Pomścić ojca. - mruknął nisko, a wszyscy zamarli w bez ruchu. Jedynie Kiba uśmiechał się dziwnie. Uzumaki spojrzał z przerażeniem w oczach na przyjaciela. 
"Kiba." - pomyślał, a wtedy jego oczom ukazał się młody Inuzuka. Chłopczyk, który codziennie wstrzynał z nim bójki, który był sam, który był tak podobny do niego. - "Ale przecież ja... nie jestem taki jak on." - pomyślał. - "Zawsze unikałem awantur. Chciałem by mnie zauważono, więc robiłem głupie żarty. Jednak ty przestałeś mi pomagać. Kiedy stałeś się agresywnym, pokazałeś mi swój ból. Cierpisz, ale nadal nie wiem dlaczego..." 
Inuzuka nie powiedział nic. Po prostu się odwrócił i ruszył ku wyjściu ze szkoły. Wyglądał przerażająco, kiedy się tak zachowywał. Uchiha zrobił to samo, jednak ruszył w kierunku parkingu. Byli podobni. Oboje pragnęli zemsty... Byli mścicielami. 



~*~


- Zaczynam się bać Kiby. - jęknęła Ino. - Jest przerażający. 
- Ale kogo on zabił? - Haruno cała się trzęsła. Znała go tyle lat i nie wiedziała, że brązowo-włosy jest do tego zdolny. Nie pomyślała nawet o tym. 
- Nie... Nie... mam... pojęcia... - szepnęła Hyuga. - I... chyba nie chcę wiedzieć...
- Ja też... - przytaknęła przerażona Haruno.