niedziela, 11 stycznia 2015

Chapter V

- O czym on mówił? - mruknął Nara i uważnie spojrzał na Uzumakiego. Odkąd wyszyli ze szkoły ten się nie odezwał słowem. Cały czas szedł wpatrując się w ziemię i wciąż był pogrążony we własnych myślach. Nie było z nim kontaktu. - Naruto.
- Um? - spojrzał na niego pytająco. Nie za bardzo wiedział co się dzieje, był zbyt zajęty myślami. 
- O czym mówił ten cały Uchiha? - przystanęli, a Shika uważnie przyjrzał się blondynowi. Tak jakby chciał wyczytać odpowiedź z jego wyrazu twarzy, oczu, zachowania. 
- A skąd mam wiedzieć? - odwrócił wzrok, zaciskając mocno pięści. 
- Przyjaźnicie się od dziecka. Powinieneś... 
- Nikt o tym nie wie. - mruknął. - I tak zostanie. 
- Przyjaźnimy się, no nie?
- I co z tego? - mruknął patrząc na niego wrogo. - Jeśli Kiba zechce to ci powie o co kaman. Ja nie zamierzam. 
- Dobra. Spokojnie. - podniósł ręce w geście poddania się. - Jezu, ale ty męczący jesteś. 



~*~ 


- Czy ja mam jakieś zwidy? - Haruno potarła oczy. - Czy oni wczoraj o mało co się nie pozabijali? 
- Hm? - dziewczyny spojrzały w kierunku szkolnej bramy. 
- Kiba? Sasuke? Naruto? Shikamaru? - pytała Ino. - Co jest grane? 
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnął się Inuzuka. 
- Siema. - mruknął Sasuke, uważnie przyglądając się każdej.
- Ohayo. - ziewnął Nara. 
- H... Hej... - Hinata spaliła buraka. 
- Czy wy aby na pewno dobrze się czujecie? - zapytała Ino. - Wczoraj...
- Wczoraj było wczoraj. Dzisiaj jest dzisiaj. - mruknął Nara. 
- Naruto? - zdziwiła się Haruno. - Czemu jesteś taki cichy?
- Bo ten... - warczał pod nosem. 
- Co się stało? - zmarszczyła brwi. 
- To gówno nazwało mnie słabeuszem! - wrzasnął wskazując na czarno-włosego. 
- I kto tu jest gównem? - prychnął. - Gówno jesz, gówno wiesz. 
- Zabije cię! - warczał pod nosem. - Wkradnę ci się do chaty, zabije, poćwiartuje i hop do rzeczki. 
- Ty serio chcesz się ze mną mierzyć? - spojrzał na niego z pogardą. - Przecież nie masz najmniejszych szans. 
- To, że razem trenujecie nie oznacza, że jesteście przyjaciółmi. - warknął zły. 
- Kiba doznał tego samego rodzaju bólu co ja. A ty? - prychnął. - Jesteś szczęśliwym dzieciątkiem, który ma wszystko czego tylko dusza zapragnie. Nigdy nie zaznałeś bólu samotności, więc zamilcz. 
Uzumaki mocno zacisnął pięści i odwrócił wzrok. 
- I ty to kurwa wiesz najlepiej, no nie? - warknął wściekły i ruszył do budynku. 
- Naruto... - szepnęła młoda Hyuga. 
- Jesteś żałosny. - prychnęła Haruno. - Myślisz, że jak ten idiota zgodził ci się pomóc w tej twojej chorej zemście to możesz nami pomiatać? Nie wiem kim jesteś, ale to TY jesteś rozpieszczonym gnojkiem. - warknęła i powoli ruszyła do klasy. 
- Mi się zdaje czy Sakura stanęła w obronie Naruto? - zdziwiła się Yamanaka. 
- Może i to kłopotliwe, ale... Sakura ma rację. - mruknął Nara. - Sasuke jest gnojkiem, który myśli, że może wszystko. 
- Uważaj na słowa. - warknął czarno-włosy.
- S...Sasuke... - Hinata zaczęła niepewnie, a on na nią spojrzał. - Oni... mają rację... Jesteś... 
- No kim? - stanął blisko niej. Ich ciała o mało co się nie stykały, a on pochylał nad nią głowę, by uważnie obserwować jej ruchy. Jednak Hyuga nic nie powiedziała. - No kim? Powiedz to. 
- Sasuke daj spokój. - mruknął Kiba. 
- Nie. Niech powie. 
- J... Jesteś... 
- Gnojem? A może szmatą? - mruknął przerażająco nisko i wziął kosmyk jej włosów na palec, by następnie je zaplątać. 
- Odsuń się od niej. - usłyszeli ciche warknięcie i spojrzeli w kierunku jego właściciela. Neji Hyuga. Chłopak, który był postrachem tej szkoły, jednak kiedy tylko opuścił jej mury Inuzuka przejął jego "stanowisko". - Powiedziałem odsuń się od niej. 
- Bo co? - prychnął Uchiha, ale odsunął się od granato-włosej. 
- Neji, nie... nie rób tego. - szepnęła Hinata. 
- Co chciałeś zrobić? - nie odpuszczał. 
- Nic... - wzruszył ramionami. - Ona... - wskazał na młodą Hyugę. - Nie jest warta jakiegokolwiek zachodu. 
- Więc po co kurwa ją dotykałeś?!
- Hmm... - udał, że się zamyśla. - Pewnie dlatego, że jest zbyt mądra i trzeba ją trochę utemperować. 
- Żebym ja cię nie utemperował. - syknął. - Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a pożałujesz Uchiha. 
- S... Skąd...? - zmarszczył brwi. 
- Masz być dzisiaj wcześniej w domu. Twój ojciec ma ważne spotkanie, a ja wychodzę z Tenten. - mruknął do Hinaty. 
- D... dobrze. - przytaknęła, a on wziął jej torbę i objął ją ramieniem. - Chodź odprowadzę cię do klasy.
- Kim jest ten gościu? - mruknął Uchiha. 
- Niej Hyuga. Od dziecka ćwiczy sztuki walki. Jest w tym najlepszy w całym mieście. - mruknął Nara. - Jest spoko, ale jeśli podpadniesz mu... może być z tobą kiepsko. Uważaj na siebie, bo szpital cię powita.
- W dupę niech se wsadzi ten swój szpital. - burknął i ruszył do klasy. 



~*~


- Hej, Sakura. - obok pojawiła się Karin. 
- Czego chcesz? - warknęła odwracając głowę w stronę okna.
- Jak tam praca kelnerki? Nadal pracujesz w tłustym barze? - zaśmiała się wrednie. 
- "Co? O czym ona mówi?" - zmarszczył brwi. 
- Nie, nie pracuje tam, a z resztą... powinnaś wiedzieć to najlepiej, tłusta świnio. - warknęła Yamanaka. 
- Nie wtrącaj się, Ino! - warknęła. - To jest sprawa po między mną, a Wielkoczołą! 
- No cóż... Już nie. - warknęła. - Spieprzaj stąd, albo oberwiesz. 
Dziewczyna uśmiechnęła się wrednie i podeszła do ławki czarno-włosego. 
- Hej Sasuke! Idziemy potem na kawę? - uśmiechnęła się słodko. 
- Um? Mówiłaś coś? - spojrzał na nią jak na idiotkę. 
- Idziemy potem na kawę? - próbowała zachować spokój. 
- Nie, dzięki. Mam inne plany. 
- To może jutro?
- Mam już plany. 
- A po jutrze? 
- Jestem już umówiony. - ukradkiem spojrzał na różowo-włosą. 
- Masz dziewczynę? - Uzumaki zmarszczył brwi. 
- Nie i nie zamierzam mieć. Dziewczyna to strata czasu. - wzruszył ramionami. - To tylko kłopot. 
- Więc z kim jesteś umówiony? - zaciekawił się Inuzuka. 
- Sakura... - mruknął, a ona spojrzała na niego. - Idziemy po lekcjach na spacer? 
- Że niby z Wielkoczołą?! - wrzasnęła Karin. 
- Sasuke... ja... nie mogę. - przyznała niechętnie i spuściła wzrok. - Przepraszam. 
- Czyli widzimy się dopiero jutro na imprezie. Dla mnie spoko. - wzruszył ramionami. 
-"Obawiam się, że jednak nie." - pomyślała zaciskając ręce na zeszycie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz