środa, 8 lipca 2015

Chapter VIII

- Ciekawe czemu się spóźniają. - mruknęła Yamanaka, kiedy do pierwszej lekcji zostało niecałe pięć minut, a Sasuke i Sakury wciąż nie było. - A jeśli coś się im stało?
- Nie. Nawet tak nie myśl, Ino-chan. - szepnęła Hyuga, a do klasy wszedł Sasuke. Wszyscy oczekiwali, że za nim wejdzie Sakura, ale zamiast tego usłyszeli dzwonek. Uchiha nawet nie zdążył usiąść, gdy Naruto rzucił się na niego z pięściami.
- Gdzie jest Sakura?! Co jej zrobiłeś?! - wrzeszczał uderzając go kolejny raz i kolejny.
- Naruto-kun! - krzyknęła przerażona Hinata, gdy Sasuke zepchnął go z siebie i uderzył w brzuch. Blondyn szybko się pozbierał i ponownie rzucił na Uchihę.
- Naruto, przestań, bo go zabijesz! - wrzasnął Kiba, odciągając go od czarno-włosego.
- Co jej zrobiłeś gnoju?! - szarpał się.
- Nic, debilu. - warknął wycierając strużkę krwi, która wypłynęła z jego ust.
- Kłamiesz! - wrzasnął. - To na pewno ty ją tak urządziłeś!
- Zwariowałeś?! - podniósł się. - Nigdy bym nie uderzył dziewczyny!
- Jasne! Nie wierzę ci! - wrzasnął i udało mu się wydostać z uścisku Inuzuki. Już miał wymierzyć mu kolejny cios, ale przed nim wyrósł nauczyciel hiszpańskiego.
- Naruto, dosyć. - powiedział spokojnie. - Sasuke zrozumiał, że martwisz się o przyjaciół. Nie potrzeba go więcej bić.
- Ale Kakashi-sensei! - obruszył się.
- Koniec dyskusji. - uciął krótko. - Sasuke. Idź do pobliskiego szpitala. Tam cię opatrzą.
- Niech sensei nie przesadza. - prychnął Naruto. - Shizune wystarczy.
- Owszem, ale jej nie ma. Sasuke, dasz radę?
- Bez problemu. - mruknął zabierając swój plecak i kierując się we wskazane miejsce przez nauczyciela.
- A ty mój drogi. - zwrócił się do blondyna. - Za karę napiszesz trzydziesto-stronicowe wypracowanie na temat II Wojny Światowej. Zrozumiano?
- Sensei, ale!
- Zrozumiano? - powtórzył surowym tonem.
- Tak, jest. - spóścił głowę.
- Na piątek.
- Trzy dni?! Ale jak ja mam...?!
- Na piątek. - odwrócił się i wziął za prowadzenie lekcji.


~*~


- Hej. Da się coś z tym zrobić? - wskazał na swoją twarz.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się niebiesko-włosa dziewczyna. - Idź do pokoju numer 312. Powinna tam być jedna z naszych najlepszych pielęgniarek.
- Dobrze. - przytaknął i zaczął szukać odpowiedniego pokoju. Gdy już miał zapukać usłyszał znajomy głos.
- Do jutra powinno się zagoić. - przez głos wyczuł, że dziewczyna się uśmiecha.
- Dziękuję, ale obawiam się, że jeszcze dzisiaj się zobaczymy. - usłyszał głos małego chłopca.
- Oby nie, Konohamaru. Rodzice będą się o ciebie martwić, jeśli będziesz tutaj spędzał tyle czasu.
- Ale ja lubię tutaj być, bo ty też tu jesteś!
- Jak skończę dyżur to pójdziemy na lody. Zgoda?
- No pewnie, że zgoda!
- Ale jeśli zobaczę cię tutaj przed naszym spotkaniem, to je odwołam. Dobrze?
- Obiecuję, że już mnie tu nie zobaczysz, Sakura-chan! - krzyknął i wybiegł otwierając drzwi na ościerz, tym samym uderzając czarno-włosego.
- Ał! - rozmasował bolącą głowę. - Uważaj młody.
- Wyglądasz okropnie. - mruknął przyglądając mu się uważnie. - Jeśli dotkniesz mojej dziewczyny, to będę musiał skopać ci tyłek. - powiedział z przymrużonymi oczami i ruszył ku wyjściu ze szpitala.
- Okay. To było dziwne. - mruknął wchodząc do środka. Różowo-włosa dziewczyna. Usiadł na kozetce, ale ta się nie odwróciła. Nie chciała pokazać mu swojej twarzy, ale on pewnie i tak już wiedział kim była.
- Masz jakiś dowód albo legitymację szkolną? - zapytała myjąc ręce.
- Legitymację. - położył ją na jej biurku, uważnie ją obserwując. Biały uniform, który sięgał jej prawie do połowy ud, z czerwonym krzyżem na plecach. Był zapinany na góziczki, a dwa z nich były odpięte. Na nogach miała białe trampki, czym bardzo odróżniała się od tutejszych pielęgniarek, ponieważ większość z nich chodziła w klapkach, albo balerinach.
- Uchiha Sasuke. - spojrzała na dokument. - Fajne zdjęcie. - zaśmiała się pod nosem.
- Zrobisz coś z tym? - wywrócił oczami.
- Tak. To nic wielkiego. - otworzyła dużą szafkę i wyciągnęła mały, zielony koszyczek, który był wypełniony bandażami, plastrami, gazami, wodą utlenioną i jedną parą dużych nożyczek.
- Skąd możesz wiedzieć, skoro nawet na mnie nie patrzysz? - prychnął, a ona się odwróciła do niego przodem i postawiła mały taborecik przed nim, a koszyczek obok niego.
- Widzę. - zaczęła obmywać jego rany. - To nic wielkiego. Po tygodniu powinno już nie być śladu.
- Dlaczego tu pracujesz? - syknął, kiedy dotknęła naciąkniętym wodą utlenioną wacikiem najgorszej z ran.
- Wybacz. - starała się być bardziej delikatną. - Lubię to.
- I zawalasz szkołę tylko dlatego, że lubisz tu być? - prychnął.
- To chyba nie jest twoja sprawa, no nie? - wstała i wziąszy czystą gazę, namoczyła ją czystą wodą. Delikatnie zaczęła przemywać usta chłopaka.
- Sakura. - złapał ją za nadgarstek i odsunął od swoich ust. - Powiedz mi prawdę. Kto cię zranił?
- Sasuke, dlaczego miałabym ci to mówić? - zapytała spokojnie. - I tak nic nie zmienisz. A z tego co zauważyłam to potrafisz być tylko...
- Rozpieszczonym gnojkiem? - uniósł brwi, uśmiechając się delikatnie. - Który pakuje się w kłopoty, jest arogancki i pragnie śmierci pewnej osoby? O to ci chodziło, tak?
- Dlaczego chcesz jego śmierci? - spojrzała mu w oczy, a on starał odwrócić się wzrok, ale nie potrafił. Czuł, że musi jej to powiedzieć, że po tym poczuje się lepiej.
- To długa historia. - mruknął niechętnie. - Nie chcesz jej słuchać.
- Właśnie, że chcę. - powiedziała poważnie. - Jeśli ty opowiesz mi swoją, to ja zrobię to samo.
- Czy ty próbujesz mnie szantażować? - zmarszczył brwi.
- To tylko propozycja. Nie zmuszę cię do mówienia, więc nie nazywaj tego szantażem. - wróciła do opatrywania jego ran.



~*~


- Musiałeś go tak pobić? - Yamanaka zdzieliła go przez łeb. - A jeśli coś poważnego mu się stało ?
- Martwisz się o niego, zamiast o swojego przyjaciela? - mruknął rozmasywując bolące miejsce.
- Tak, bo postąpiłeś idiotycznie. - warknęła. - Z resztą pomyślałeś co będzie, jeśli Sakura go takiego zobaczy? Dostanie szału i nie będzie chciała cię znać.
- A to niby dlaczego? Uważa go za rozpieszczonego gnojka... - powoli zaczął rozumieć. - No chyba mi nie powiesz, że...
- Tak dokładnie ci to powiem.
- Wiesz co? Zamknij się, bo mnie wkurwiasz. - warknął, zarzucając plecak na ramię i wychodząc ze szkoły. "Małe wagary jeszcze nikomu nie zaszkodziły, więc... "


~*~


- Zamiast mu pomóc, to uciekł, zostawiając go samego na łasce tych bandytów. - warknął wściekły. - Potem zostali zabici przez inną mafię, a on nic nie zrobił. Nie przyszedł na pogrzeb, nawet nie wyraził skruchy. Słyszałem raz nawet jak mówi jakiemuś gościowi, że ich plan wypalił, bo główna przeszkoda została zlikidowana, ale... Rosną kolejne dwie... Ja i Itachi. Mój brat też o mało co nie został zamordowany, dlatego nie pracuje już w policji. Jest tanim "architektem", ale to tylko bajeczka, żebym go nie znienawidził. Wiem, że ciągle pracuje w tej durnej policji i jest na każde kiwnięcie palcem Madary. Ale to ja z Itachim jesteśmy prawowitymi spadkobiercami tej całej hały. Mój brat powinien rządzić posterunkiem. Moja matka po śmierci ojca... zgłupiała. Zaczęła się dziwnie zachowywać i trafiła do psychiatryka. Ona wiedziała, że to przez wuja i, dlatego zrobili z niej wariatkę. Potem Itachi przejął nademną opiekę. - mówił spokojnym tonem unikając wzroku różowo-włosej. Chociaż... ona i tak na niego nie patrzyła. Tępo gapiła się w jakiś punkt na podłodze. - Przeprowadziliśmy się do Stanów, a dwa miesiące temu wróciliśmy na stare śmieci. - spojrzał na dziewczynę, czekając na jej reakcję. Ale ona stała bez ruchu.
- Przykro mi... - szepnęła po dłuższej chwili.
- Serio. Nie ma czego. - mruknął obojętnie.
- Nie jesteś rozpieszczonym gnojkiem, tylko... pełnym nienawiści... chłopcem, któremu zostało odebrane wszystko, co tak naprawdę kochał... - szepnęła, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. - Przepraszam, że cię tak pochopnie oceniłam.
- Nie płacz. - podszedł do niej i ją przytulił. - Nie ma nad czym. Naprawdę.
- Mój ojciec... nie żyje... - przytuliła się do niego mocno. - Zmarł gdy miałam kilka miesięcy, a krótko po tym... matka zaczęła nałogowo pić... To dlatego tutaj pracuję. Przecież nie możemy wylądować na bruku.
- A... próbowałaś namówić ją na odwyk? - zapytał spokojnie i oparł swoje czoło o jej.
- Yhym... - chlipnęła. - Ale to zawsze kończyło się wielką awanturą.
- Będzie dobrze. - szepnął wycierając łzę z jej policzka. - Obiecuję.
- Wracaj do szkoły. - powiedziała poważnie i odsunęła się od niego.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz... - prychnął i przyciągnął ją do siebie, by wbić się w jej usta. Delikatny, acz stanowczy pocałunek sprawił, że dziewczyna przestała mu się opierać. Poczuł jak wplotła palce w jego włosy, kiedy on w tym momencie zjechał rękoma do dołu jej pleców, by delikatnie ją do siebie przyciągnąć. Ich ciała się stykały, a pocałunek wciąż był słodkim i niewinnym.



~*~ 


- Dlaczego mnie unikasz? - zapytała, kiedy Kiba odwoził ją do domu. Padało, a ona miała dość daleko, więc zaoferował jej podwózkę, bo jej chłopak ją zostawił.
- Nie unikam. - burknął zmieniając bieg.
- Jesteś oschły i traktujesz mnie gorzej niż... swoich wrogów.
- Skąd możesz wiedzieć jak ich traktuje, skoro nawet ich nie znasz. - prychnął i skręcił.
- Sai, Deidara i jego spółka, ojczym... i ja. - szepnęła.
- Jesteś idiotką. - warknął zatrzymując się pod jej domem.
- Dlaczego mi nie powiesz, że mnie nienawidzisz? Będzie ci o wiele lepiej, kiedy w końcu to wyznasz. - otworzyła drzwi i wysiadła.

- Masz rację. - mruknął, a ona nachyliła się, by spojrzeć na niego. - Nienawidzę cię. - powiedział przerażająco nisko i gwałtownie ruszył, przez co drzwi same się zatrzasęły. Nawet nie zauważył kiedy wyjechał poza miasto.