- Bo to co ci wyjdzie musisz pomnożyć przez cztery. - wyjaśnił Inuzuka. - A potem zamienić na godziny.
- Nie kalkulatorem, idioto! - zganił go Nara. - Co ty masz pięć lat, że nie wiesz ile to jest cztery razy tysiąc trzysta pięćdziesiąt?!
- Tak. Oddawaj mój kalkulator!
- Zapomnij o nim. - złapał go na pół i wrzucił do pobliskiego kosza.
- Ty okrutny! Ty zły! Ty martwy! - warczał Naruto. - Mój mały biedny kalkulator miał zaledwie dwa tygodnie!
- Życie. - wzruszył ramionami. - Dobra ja idę dyry, bo czegoś chciała.
- Czyżby małe co nieco na biurku? - Naruto zabawnie poruszył brwiami.
- Jesteś obrzydliwy, Uzumaki. - zganił go Inuzuka. - Jak możesz sobie wyobrazić JEGO z naszą DYREKTORKĄ! To jest chore.
- Nie. To jest Nara. - wzruszył ramionami. - Niby taki leniwy i tajemniczy, a założę się, że pewnie ma to już za sobą.
- Co ma za sobą? I kto? - obok pojawiły się dziewczyny, a razem z nimi Sai.
- Męskie sprawy. - powiedział blondyn.
- Czyli? - zapytał spokojnie Sai.
- Nie słyszałeś? - zdziwił się Inuzuka. - Powiedział męskie.
- Kiba, przestań. - powiedziała Ino.
- To było całkiem zabawne. - zaśmiała się Haruno przybijając z Kibą żółwika.
- Sakura! - zganiła ją Yamanaka. - Jak możesz?
- Normalnie. - wzruszyła ramionami. - Po prostu nie lubię twojego chłopaka... z resztą jak wszyscy.
- Tylko ty i Kiba...
- Cała szkoła ma go dosyć. - powiedziała cicho Hinata, stając obok Naruto, który objął ją ramieniem.
- Właśnie. Jest wkurwiający z tą swoją gejowską fryzurką.
- Nie ładnie. - Kiba w ostatniej chwili złapał rękę Sai'a, który chciał uderzyć blondyna. - Przemoc przy damach? Jakie ty masz maniery? - pokręcił głową i go odepchnął.
- Widzę, że nie wyszedłeś z wprawy. - oddalił się z kpiącym uśmiechem. - Ale czy to ci wystarczy?
- Daję słowo, że zabiję gnoja. - uderzył pięścią w parapet. - Nienawidzę typa.
- Bo co? Bo jest z Ino? - prychnęła Haruno, a ten spojrzał na nią z ukosa.
- Bo zrobił coś za co powinien skończyć na krześle elektrycznym. - mruknął przerażająco nisko i przerzucił plecak przez ramię. - Rusz się Uzumaki.
- Nigdy więcej go o to nie pytaj. - mruknął blondyn i poszedł za kumplem.
- On coś wie. - powiedziała różowo-włosa. - I ja się dowiem co.
- Przyjaźnią się. Nie powie ci jeśli to jest tajemnica. - mruknęła Hinata.
- Jeszcze się przekonamy. - uśmiechnęła się tajemniczo i ruszyła do klasy.
~*~
- Dlaczego akurat ty? - Kiba spojrzał w niebo.
- Bo jestem durnym przewodniczącym, durnej szkoły i to jest mój durny obowiązek, żeby zająć się durnym nowym. - mruczał zły pod nosem. Nigdy nie lubił robić zbyt wiele i to właśnie podobało się uczniom. Dyskoteki były swobodne, apele krótkie, ich prośby spełnione. Każdy miał korzyści.
- A powiedziała ci chociaż czy to laska czy facet? - spojrzał na niego.
- Nie. Tylko tyle, że za dwa tygodnie będzie czekała czy tam czekał pod bramą szkoły.
- Cechy charakterystyczne?
- Blond włosy.
- Coś jeszcze?
- Nie. - burknął. - Cholerna tajemnica, jakby co najmniej cesarz miał przyjechać.
- Albo cesarzowa. Tego nie wiesz. - zauważył.
- Nie wkurwiaj mnie, Inuzuka. - mruknął. - Lepiej mi powiedz, co zamierzasz z Sai'em.
- Nic, a co? - wzruszył ramionami. - Jeśli będzie się za bardzo rzucał obiję mu mordę i tyle.
- Jasne i zrobisz to sam. Już to widzę. - prychnął.
- Ta. Wracam do boksu. - mruknął. - Zabicie go to będzie prościzna.
- Wątpię, żeby...
- Nawet nie kończ. - warknął. - To jest moje życie i będę robił z nim to na co będę miał ochotę.
~*~
- Skarbie, kolacja. - Tsume weszła do pokoju syna.Zobaczyła jak znów trenuje sport, którym zaraził go ojciec. - Tylko mi nie mów, że wróciłeś do boksu.
- I co z tego? To jest moje życie. - mruknął uderzając w worek zawieszony pod sufitem. Raz, drugi, trzeci... Znowu. I znowu. I znowu.
- Przypomnij sobie dlaczego z niego zrezygnowałeś. - usiadła na czarnym fotelu.
- Bo nie zabiłem gnoja. - warknął, uderzając z większą siłą.
- Bo prawie go zabiłeś. - poprawił go.
- A co ciebie to obchodzi?! - warknął, podchodząc do niej bliżej. - Nic cię nie obchodzi po za tym kutasem, z którym się pieprzysz!
- Kiba, uspokój się. - kobieta wstała i złapała go za ramiona, ale on szybko strącił jej ręce.
- Mam dosyć ciebie i tego chuja panoszącego się po tym domu, jakby był u siebie! To nie jest jego dom i nigdy nie będzie! Zrozum to, do cholery! - krzyknął, wyprowadzając ją z pokoju.
- Uspokój się! - krzyknęła uderzając go w twarz. Nic nie powiedział. Po prostu odwrócił wzrok i zacisnął szczękę.
- Ojciec miał rację zostawiając cię. - syknął,nie patrząc na nią. Zamknął drzwi i przekręcił klucz, by następnie uderzyć w nie.
- Wszystko się,kurwa,jebie. Wszystko. - oparł głowę o drzwi i zaczął łapczywie nabierać powietrza. Tak długo dusił w sobie emocje. One musiały w końcu ujrzeć światło dzienne, ale to nie był jeszcze ten dzień. Otarł twarz ręką i wrócił do treningu.
~*~
- On mnie nienawidzi. - jęknęła Tsume,wchodząc do kuchni.
- On cię kocha. - powiedział Botan.
- Nie prawda. Hitoshii nastawił go przeciw mnie.
- Wróciłam! - usłyszeli krzyk Hany, a po chwili pojawiła się ona w kuchni.
- Hana, nie wiesz przypadkiem, co się dzieje z Kibą? - jej matka uważnie na nią spojrzała.
- Nie, nie wiem. Dlaczego pytasz? - ściągnęła płaszcz.
- Jest coraz bardziej agresywny. - powiedziała zawiedziona jej odpowiedzią. - Nie wiem już, jak mam do niego dotrzeć.
- Może gdybyś nie próbowała zastąpić mu ojca jakimś fagasem to by tego nie było. - powiedziała spokojnie, podchodząc do szafki z szklankami. Nalała sobie soku.
- Ty też przeciw mnie? - jęknęła.
- On ma osiemnaście lat. Myślisz, że jemu jest łatwo, gdy ojciec mieszka na drugim końcu świata? - wzięła szklankę, wypełnioną pomarańczową cieczą i ruszyła do swojego pokoju.