- Mam się zacząć bać? - prychnął zatrzymując się przy zwierzęcym sklepie. Wszedł do środka i zaraz przywitał się ze sprzedawczynią.
- Hej, masz jakąś szczotkę do czesania psów? - mruknął drapiąc się w tył głowy. - Tą poprzednia tak jakby została zjedzona...
- Cześć, jasne. - zaśmiała się sprzedawczyni i podeszła do regału, który stał niedaleko. Wzięła przedmiot i wróciła do chłopaka. - Proszę.
- Dzięki. Ile...
- To na koszt firmy. - uśmiechnęła się miło. - Powiedz mamie, że dzisiaj wieczorem wpadnę.
- Jasne. - zabrał swój zakup i wrócił do chłopaków. Przedmiot schował do plecaka. - A wracając... Co ten siusiumajtek może mi zrobić? On nawet się nie umie bić!
- Ten siusiumajtek zadaje się z Deidarą. Znasz typa? - zapytał od niechcenia Nara.
- Pewnie, że zna. - wtrącił Uzumaki. - W końcu spotykał się z jego siostrą.
- Co? Kiedy? - brunet zmarszczył brwi.
- Eee... jakiś rok temu. Szkoda gadać. - wzruszył ramionami. - Ważne, że Hana zmądrzała i rzuciła tego dupka.
- Który potem nachodził ciebie. - zauważył blondyn.
- No i co z tego? Douhito nic mi nie zrobi. - prychnął. - Wie, że trenowałem boks...
- Właśnie trenowałeś. - prychnął Nara. - Skopie ci dupę i tyle będziesz z tego miał.
- Prędzej my jemu dupę skopiemy, prawda Kiba?! - zaśmiał się Uzumaki i wskoczył mu na plecy. - To jak? Zbieramy ekipę?
- Ogarni się, człowieku. - dodał zrezygnowany Nara.
- I dlatego wciąż nie rozumiem, dlaczego to ty jesteś przewodniczącym szkoły, a nie ja. - burknął blondyn. - Jesteś nudny jak flaki z olejem.
- A ty jak rollercostern. - zaśmiał się Inuzuka. - Dobra, ja spadam do Hany! Do jutra!
- Siema! - odkrzyknęli mu równo i ruszyli w drugą stronę.
~*~
- Dlaczego wciąż utrudniasz sobie życie? - jęknęła Haruno. - Zamiast powiedzieć mu o tym, że ci się podoba, to udajesz, że nie ma niczego między wami.
- Jesteś mądra, bo znasz go całe życie. - burknęła i wrzuciła pranie do pralki, by ją następnie włączyć.
- Niestety. - skrzywiła się. - I to jest najgorsze czego doświadczyłam.
- Nie przesadzaj. On jest uroczy. - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kto jest uroczy? - w drzwiach stanął Neji.
- Neji?! Jak długo tu stoisz? - spanikowała granato-włosa.
- Wystarczająco, żebyś mi powiedziała, w kim się kochasz.
- W nikim. - zaprzeczyła szybko. - Gadamy tylko ooooo...
- O tym gościu z plakatu. - Haruno uśmiechnęła się słodko.
- Tak, właśnie. Rozmawiamy o nim.
- Mhm. - wysłał im podejrzliwe spojrzenie, a następnie powoli odszedł.
- Przecież ja nie mam żadnego plakatu. - szepnęła zamykając drzwi.
- No i? On nie musi tego wiedzieć. - wzruszyła ramionami.
~*~
- Sai, chcę do domu. - mruknęła Yamanaka, kiedy jej chłopak pił kolejne piwo z kumplami.
- Weź wyluzuj. Zaraz pojedziemy. - zaśmiał się.
- No chyba nie będziesz prowadził po alkoholu. - oburzyła się. - Nie mam zamiaru znaleźć się w szpitalu.
- Nie bądź nudna. - prychnął. - Jak ci nie odpowiada to idź na piechotę.
Spojrzała na niego złowrogo i wzięła swoją torbę, by następnie ruszyć w dół ulicy.
- Weź nie bądź głupia! - zaśmiał się z niej, ale ta nie zareagowała. - Kocico!
- Nie jestem żadnym kotem. - mruknęła pod nosem skręcając w następną dzielnicę. Kiba. Zatrzymała się i uważnie mu przyglądała. No tak. Przecież tutaj była lecznica. Uśmiechnęła się na widok jak wita go stado psów. On tak kochał zwierzęta, a one kochały jego. Ale po mimo to był zimny. Nigdy nie potrafił okazywać uczuć. Zawsze liczył się tylko boks i samochody. Nie mówił nic o sobie, więc... nie znała go. A w ostatnich latach zmienił się totalnie. Po wakacjach spędzonych u ojca stał się dupkiem. On nigdy nie chciał utrzymywać z nim kontaktu, ale matka zmuszała go do tego. Z wiekiem polubił tam jeździć. Nauczył się wielu rzeczy, dzięki niemu. I to właśnie dzięki ojcu pokochał boks i szybką jazdę, ale co wpłynęło na jego zmianę? Kolejne kłótnie rodziców, czy nowy facet jego matki?
~*~
- Jesteś idiotą. - skwitowała. - Największym na świecie. W ogóle co ci przyszło do tego głupiego łba?!
- Dzięki Hana. Serio wielkie dzięki. - mruknął. - Chociaż ty byś mogła darować mi kazań.
- Jesteś moim młodszym bratem, jak mogłabym ci darować kazania, skoro się martwię. - powiedziała spokojnie. - Wiesz, że Deidara jest zdolny do wszystkiego, a ja nie chcę cię potem widzieć w szpitalu, albo... martwego
- Przestań. - przewrócił oczami. - Nic mi nie zrobi. Jest na to za głupi. A po za tym... wiesz nad czym dzisiaj myślałem?
- Nad czym? - zaciekawiła się.
- Chyba wrócę do boksu. - ugryzł jabłko.
- Żebyś mógł pobić Sai'a, tak?
- Ta. To też, ale chodzi mi bardziej o... tego gnoja... - warknął przerażająco nisko.
- A myślałam, że masz trochę więcej rozumu. - z dezaprobatą pokręciła głową.
- Oj nie przesadzaj. - machnął na nią rękę. - Jeszcze będziesz chciała, żebym posprzątał klatki.
- No mógłbyś to zrobić jutro. - przyznała. - A ja w tym czasie będę mogła pojechać po karmę i rzeczy, które nam się kończą.
- Dobra. Zrobię to po szkole. Akamaru! - zawołał psa i ruszył do wyjścia.
- Weź smycz! - zawołała za nim.
- Nie, dzięki!