sobota, 27 września 2014

Chapter III

- Ale jeśli dodasz to i to, to nie wyjdzie ci to. - mruknął Uzumaki.
- Bo to co ci wyjdzie musisz pomnożyć przez cztery. - wyjaśnił Inuzuka. - A potem zamienić na godziny. 
- Nie kalkulatorem, idioto! - zganił go Nara. - Co ty masz pięć lat, że nie wiesz ile to jest cztery razy tysiąc trzysta pięćdziesiąt?!
- Tak. Oddawaj mój kalkulator! 
- Zapomnij o nim. - złapał go na pół i wrzucił do pobliskiego kosza. 
- Ty okrutny! Ty zły! Ty martwy! - warczał Naruto. - Mój mały biedny kalkulator miał zaledwie dwa tygodnie!
- Życie. - wzruszył ramionami. - Dobra ja idę dyry, bo czegoś chciała. 
- Czyżby małe co nieco na biurku? - Naruto zabawnie poruszył brwiami. 
- Jesteś obrzydliwy, Uzumaki. - zganił go Inuzuka. - Jak możesz sobie wyobrazić JEGO z naszą DYREKTORKĄ! To jest chore. 
- Nie. To jest Nara. - wzruszył ramionami. - Niby taki leniwy i tajemniczy, a założę się, że pewnie ma to już za sobą.
- Co ma za sobą? I kto? - obok pojawiły się dziewczyny, a razem z nimi Sai.
- Męskie sprawy. - powiedział blondyn.
- Czyli? - zapytał spokojnie Sai. 
- Nie słyszałeś? - zdziwił się Inuzuka. - Powiedział męskie. 
- Kiba, przestań. - powiedziała Ino. 
- To było całkiem zabawne. - zaśmiała się Haruno przybijając z Kibą żółwika. 
- Sakura! - zganiła ją Yamanaka. - Jak możesz? 
- Normalnie. - wzruszyła ramionami. - Po prostu nie lubię twojego chłopaka... z resztą jak wszyscy. 
- Tylko ty i Kiba...
- Cała szkoła ma go dosyć. - powiedziała cicho Hinata, stając obok Naruto, który objął ją ramieniem. 
- Właśnie. Jest wkurwiający z tą swoją gejowską fryzurką. 
- Nie ładnie. - Kiba w ostatniej chwili złapał rękę Sai'a, który chciał uderzyć blondyna. - Przemoc przy damach? Jakie ty masz maniery? - pokręcił głową i go odepchnął.
- Widzę, że nie wyszedłeś z wprawy. - oddalił się z kpiącym uśmiechem. - Ale czy to ci wystarczy? 
- Daję słowo, że zabiję gnoja. - uderzył pięścią w parapet. - Nienawidzę typa.
- Bo co? Bo jest z Ino? - prychnęła Haruno, a ten spojrzał na nią z ukosa. 
- Bo zrobił coś za co powinien skończyć na krześle elektrycznym. - mruknął przerażająco nisko i przerzucił plecak przez ramię. - Rusz się Uzumaki. 
- Nigdy więcej go o to nie pytaj. - mruknął blondyn i poszedł za kumplem. 
- On coś wie. - powiedziała różowo-włosa. - I ja się dowiem co. 
- Przyjaźnią się. Nie powie ci jeśli to jest tajemnica. - mruknęła Hinata. 
- Jeszcze się przekonamy. - uśmiechnęła się tajemniczo i ruszyła do klasy. 



~*~


- Dlaczego akurat ty? - Kiba spojrzał w niebo.
- Bo jestem durnym przewodniczącym, durnej szkoły i to jest mój durny obowiązek, żeby zająć się durnym nowym. - mruczał zły pod nosem. Nigdy nie lubił robić zbyt wiele i to właśnie podobało się uczniom. Dyskoteki były swobodne, apele krótkie, ich prośby spełnione. Każdy miał korzyści. 
- A powiedziała ci chociaż czy to laska czy facet? - spojrzał na niego. 
- Nie. Tylko tyle, że za dwa tygodnie będzie czekała czy tam czekał pod bramą szkoły. 
- Cechy charakterystyczne? 
- Blond włosy. 
- Coś jeszcze? 
- Nie. - burknął. - Cholerna tajemnica, jakby co najmniej cesarz miał przyjechać. 
- Albo cesarzowa. Tego nie wiesz. - zauważył. 
- Nie wkurwiaj mnie, Inuzuka. - mruknął. - Lepiej mi powiedz, co zamierzasz z Sai'em. 
- Nic, a co? - wzruszył ramionami. - Jeśli będzie się za bardzo rzucał obiję mu mordę i tyle. 
- Jasne i zrobisz to sam. Już to widzę. - prychnął. 
- Ta. Wracam do boksu. - mruknął. - Zabicie go to będzie prościzna. 
- Wątpię, żeby... 
- Nawet nie kończ. - warknął. - To jest moje życie i będę robił z nim to na co będę miał ochotę. 



~*~


- Skarbie, kolacja. - Tsume weszła do pokoju syna.Zobaczyła jak znów trenuje sport, którym zaraził go ojciec. - Tylko mi nie mów, że wróciłeś do boksu. 
- I co z tego? To jest moje życie. - mruknął uderzając w worek zawieszony pod sufitem. Raz, drugi, trzeci... Znowu. I znowu. I znowu. 
- Przypomnij sobie dlaczego z niego zrezygnowałeś. - usiadła na czarnym fotelu. 
- Bo nie zabiłem gnoja. - warknął, uderzając z większą siłą. 
- Bo prawie go zabiłeś. - poprawił go. 
- A co ciebie to obchodzi?! - warknął, podchodząc do niej bliżej. - Nic cię nie obchodzi po za tym kutasem, z którym się pieprzysz! 
- Kiba, uspokój się. - kobieta wstała i złapała go za ramiona, ale on szybko strącił jej ręce. 
- Mam dosyć ciebie i tego chuja panoszącego się po tym domu, jakby był u siebie! To nie jest jego dom i nigdy nie będzie! Zrozum to, do cholery! - krzyknął, wyprowadzając ją z pokoju.
- Uspokój się! - krzyknęła uderzając go w twarz. Nic nie powiedział. Po prostu odwrócił wzrok i zacisnął szczękę. 
- Ojciec miał rację zostawiając cię. - syknął,nie patrząc na nią. Zamknął drzwi i przekręcił klucz, by następnie uderzyć w nie. 
- Wszystko się,kurwa,jebie. Wszystko. - oparł głowę o drzwi i zaczął łapczywie nabierać powietrza. Tak długo dusił w sobie emocje. One musiały w końcu ujrzeć światło dzienne, ale to nie był jeszcze ten dzień. Otarł twarz ręką i wrócił do treningu. 



~*~


- On mnie nienawidzi. - jęknęła Tsume,wchodząc do kuchni. 
- On cię kocha. - powiedział Botan. 
- Nie prawda. Hitoshii nastawił go przeciw mnie. 
- Wróciłam! - usłyszeli krzyk Hany, a po chwili pojawiła się ona w kuchni. 
- Hana, nie wiesz przypadkiem, co się dzieje z Kibą? - jej matka uważnie na nią spojrzała. 
- Nie, nie wiem. Dlaczego pytasz? - ściągnęła płaszcz. 
- Jest coraz bardziej agresywny. - powiedziała zawiedziona jej odpowiedzią. - Nie wiem już, jak mam do niego dotrzeć. 
- Może gdybyś nie próbowała zastąpić mu ojca jakimś fagasem to by tego nie było. - powiedziała spokojnie, podchodząc do szafki z szklankami. Nalała sobie soku. 
- Ty też przeciw mnie? - jęknęła. 
- On ma osiemnaście lat. Myślisz, że jemu jest łatwo, gdy ojciec mieszka na drugim końcu świata? - wzięła szklankę, wypełnioną pomarańczową cieczą i ruszyła do swojego pokoju. 

niedziela, 10 sierpnia 2014

Chapter II

- On ci nie daruje. - mruknął Shikamaru, kiedy wracali do domu.
- Mam się zacząć bać? - prychnął zatrzymując się przy zwierzęcym sklepie. Wszedł do środka i zaraz przywitał się ze sprzedawczynią.
- Hej, masz jakąś szczotkę do czesania psów? - mruknął drapiąc się w tył głowy. - Tą poprzednia tak jakby została zjedzona...
- Cześć, jasne. - zaśmiała się sprzedawczyni i podeszła do regału, który stał niedaleko. Wzięła przedmiot i wróciła do chłopaka. - Proszę.
- Dzięki. Ile...
- To na koszt firmy. - uśmiechnęła się miło. - Powiedz mamie, że dzisiaj wieczorem wpadnę.
- Jasne. - zabrał swój zakup i wrócił do chłopaków. Przedmiot schował do plecaka. - A wracając... Co ten siusiumajtek może mi zrobić? On nawet się nie umie bić!
- Ten siusiumajtek zadaje się z Deidarą. Znasz typa? - zapytał od niechcenia Nara.
- Pewnie, że zna. - wtrącił Uzumaki. - W końcu spotykał się z jego siostrą.
- Co? Kiedy? - brunet zmarszczył brwi.
- Eee... jakiś rok temu. Szkoda gadać. - wzruszył ramionami. - Ważne, że Hana zmądrzała i rzuciła tego dupka.
- Który potem nachodził ciebie. - zauważył blondyn.
- No i co z tego? Douhito nic mi nie zrobi. - prychnął. - Wie, że trenowałem boks...
- Właśnie trenowałeś. - prychnął Nara. - Skopie ci dupę i tyle będziesz z tego miał.
- Prędzej my jemu dupę skopiemy, prawda Kiba?! - zaśmiał się Uzumaki i wskoczył mu na plecy. - To jak? Zbieramy ekipę?
- Ogarni się, człowieku. - dodał zrezygnowany Nara.
- I dlatego wciąż nie rozumiem, dlaczego to ty jesteś przewodniczącym szkoły, a nie ja. - burknął blondyn. - Jesteś nudny jak flaki z olejem.
- A ty jak rollercostern. - zaśmiał się Inuzuka. - Dobra, ja spadam do Hany! Do jutra!
- Siema! - odkrzyknęli mu równo i ruszyli w drugą stronę.




~*~



- Dlaczego wciąż utrudniasz sobie życie? - jęknęła Haruno. - Zamiast powiedzieć mu o tym, że ci się podoba, to udajesz, że nie ma niczego między wami.
- Jesteś mądra, bo znasz go całe życie. - burknęła i wrzuciła pranie do pralki, by ją następnie włączyć.
- Niestety. - skrzywiła się. - I to jest najgorsze czego doświadczyłam.
- Nie przesadzaj. On jest uroczy. - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kto jest uroczy? - w drzwiach stanął Neji.
- Neji?! Jak długo tu stoisz? - spanikowała granato-włosa.
- Wystarczająco, żebyś mi powiedziała, w kim się kochasz.
- W nikim. - zaprzeczyła szybko. - Gadamy tylko ooooo...
- O tym gościu z plakatu. - Haruno uśmiechnęła się słodko.
- Tak, właśnie. Rozmawiamy o nim.
- Mhm. - wysłał im podejrzliwe spojrzenie, a następnie powoli odszedł.
- Przecież ja nie mam żadnego plakatu. - szepnęła zamykając drzwi.
- No i? On nie musi tego wiedzieć. - wzruszyła ramionami.




~*~


- Sai, chcę do domu. - mruknęła Yamanaka, kiedy jej chłopak pił kolejne piwo z kumplami.
- Weź wyluzuj. Zaraz pojedziemy. - zaśmiał się.
- No chyba nie będziesz prowadził po alkoholu. - oburzyła się. - Nie mam zamiaru znaleźć się w szpitalu.
- Nie bądź nudna. - prychnął. - Jak ci nie odpowiada to idź na piechotę.
Spojrzała na niego złowrogo i wzięła swoją torbę, by następnie ruszyć w dół ulicy.
- Weź nie bądź głupia! - zaśmiał się z niej, ale ta nie zareagowała. - Kocico!
- Nie jestem żadnym kotem. - mruknęła pod nosem skręcając w następną dzielnicę. Kiba. Zatrzymała się i uważnie mu przyglądała. No tak. Przecież tutaj była lecznica. Uśmiechnęła się na widok jak wita go stado psów. On tak kochał zwierzęta, a one kochały jego. Ale po mimo to był zimny. Nigdy nie potrafił okazywać uczuć. Zawsze liczył się tylko boks i samochody. Nie mówił nic o sobie, więc... nie znała go. A w ostatnich latach zmienił się totalnie. Po wakacjach spędzonych u ojca stał się dupkiem. On nigdy nie chciał utrzymywać z nim kontaktu, ale matka zmuszała go do tego. Z wiekiem polubił tam jeździć. Nauczył się wielu rzeczy, dzięki niemu. I to właśnie dzięki ojcu pokochał boks i szybką jazdę, ale co wpłynęło na jego zmianę? Kolejne kłótnie rodziców, czy nowy facet jego matki?




~*~



- Jesteś idiotą. - skwitowała. - Największym na świecie. W ogóle co ci przyszło do tego głupiego łba?!
- Dzięki Hana. Serio wielkie dzięki. - mruknął. - Chociaż ty byś mogła darować mi kazań.
- Jesteś moim młodszym bratem, jak mogłabym ci darować kazania, skoro się martwię. - powiedziała spokojnie. - Wiesz, że Deidara jest zdolny do wszystkiego, a ja nie chcę cię potem widzieć w szpitalu, albo... martwego
- Przestań. - przewrócił oczami. - Nic mi nie zrobi. Jest na to za głupi. A po za tym... wiesz nad czym dzisiaj myślałem?
- Nad czym? - zaciekawiła się.
- Chyba wrócę do boksu. - ugryzł jabłko.
- Żebyś mógł pobić Sai'a, tak?
- Ta. To też, ale chodzi mi bardziej o... tego gnoja... - warknął przerażająco nisko.
- A myślałam, że masz trochę więcej rozumu. - z dezaprobatą pokręciła głową.
- Oj nie przesadzaj. - machnął na nią rękę. - Jeszcze będziesz chciała, żebym posprzątał klatki.
- No mógłbyś to zrobić jutro. - przyznała. - A ja w tym czasie będę mogła pojechać po karmę i rzeczy, które nam się kończą.
- Dobra. Zrobię to po szkole. Akamaru! - zawołał psa i ruszył do wyjścia.
- Weź smycz! - zawołała za nim.
- Nie, dzięki!

sobota, 2 sierpnia 2014

Chapter I

- Więc mówisz, że mnie lubisz? - oparł się o szkolne szafki. 
- Yhym. Nawet bardzo... - szepnęła cicho.
- Wiesz,że ja ciebie też? - uśmiechnął się i pochylił by złączyć ich usta. Gdy ich wargi dzieliły milimetry, dziewczyna usłyszała wołanie kuzyna.

- Hinata wstawaj, bo się spóźnimy! 
Gwałtownie się podniosła.
- Agh! - wymruczała pod nosem i znów opadła na poduszkę.



~*~


- No, no, no. Czyżby nasza Hinata zmieniła styl? - zaśmiała się Sakura, widząc przyjaciółkę w butach, które dostała od Ino. Były to czółenka na wysokim obcasie. Zupełnie nie pasowały do mundurka szkolnego. 
- Odczep się. - mruknęła. - Tylko to miałam.
- Uuuu... Czekają cię wielkie kłopoty. - Yamanaka się skrzywiła.
- I liczę, że mi pomożecie. - zrobiła słodkie oczka.
- Twój stary ma tyle kasy, a szkoda mu na dwie pary tych samych butów? Nie, no. Twój ojciec to po prostu dusi grosz.
- Ma dużo pracy. - broniła się.
- A ty życia! Chyba nie chcesz spędzić go w kozie z powodu złego obuwia?! - mruknęła Haruno. - Zagadałabyś w końcu do Naruto, a nie.
- To nie takie proste. - spaliła buraka.
- Nie? No to patrz! - odwróciła się do przyjaciółek tyłem i rozejrzała w poszukiwaniu grupki chłopaków. - Ty! Uzumaki, cho no tu na chwile!
Chłopak poprawił plecak na ramieniu i ruszył w stronę dziewczyn.
- Co jest? - spojrzał na każdą z nich, a jego wzrok zatrzymał się na granato-włosej.
- W sobotę u Ino jest impreza. Przyjdź.
- Ta. Jasne. - zmierzył Hyugę. - Hinata. - dziewczyna spojrzała na niego. - Fajne buty. - dodał i wrócił do kumpli.




~*~ 


- Co chciała? - zapytał Shikamaru.
- W sobotę jest impreza. Idziemy. - mruknął odwracając się do dziewczyn. Haruno i Yamanaka skakały w okół Hinaty. Zaśmiał się pod nosem widząc jak Hyuga nie wie co zrobić.
- A w poniedziałek nie masz przypadkiem zaliczenia z matmy? - mruknął Inuzuka.
- Ta, mam. I co z tego? - wzruszył ramionami.
- Idę do środka. - rzucił i wszedł do budynku,a za nim cała paczka.




~*~



- Witaj kocie. - obok blondynki pojawił się Sai. Drapieżnie wbił się w jej usta, by następnie podnieść ją z krzesła i złapać za pośladki.
- Oj, przepraszam. - zaśmiał się Kiba trącając bruneta ramieniem.
- Słuchaj, obsrańcu. - odwrócił się gwałtownie, ale kiedy zobaczył obojętny wyraz twarzy brązowo-okiego cofnął się trochę. - Nigdy więcej nam nie przerywaj.
- A czy to moja wina, że pomyliłeś klasy? Ja tylko grzecznie ci o tym przypominam, Sai.
- Widzimy się na treningu. - jeszcze raz pocałował Yamanakę, po czym wyszedł rzucając Inuzuce podejżliwe spojrzenie.
- Czy ty zawsze musisz wszystko zepsuć? - mruknęła blondynka siadając z powrotem na miejsce.
- Wybacz, że przeszkodziłem wam w uprawianiu seksu w klasie. - prychnął.
- Kim ty jesteś, Kiba? - szepnęła.
- Człowiekiem. - prychnął, a do klasy wszedł nauczyciel. Odkąd Ino zaczęła się spotykać z Sai'em Kiba się zmienił. Zaczął jej unikać, próbował zerwać wszelki kontakt, a kiedy musieli już przebywać w jednym pomieszczeniu był dla niej oschły i nieczuły. Ich przyjaźń się skończyła.





~*~  



- Mam wrażenie, że tu chodzi o coś więcej niż tylko o Sai'a. - mruknęła Yamanaka, zawiązując buta. Włosy spięła w wysokiego kucyka i ruszyła ku wyjściu z szatni.
- A może mu się podobasz i jest o ciebie zazdrosny? - zaproponowała Hinata, a dziewczyny spojrzały na nią jakby była niespełna rozumu.
- Hinata, czy ty siebie słyszysz? - zapytała Haruno. - Ino, Kibie? Chyba sobie jaja robisz.
- Nie, ale jak to inaczej wyśnić? Za każdym razem kiedy jesteście blisko siebie on cię obserwuje. - wyjaśniła cichym szeptem.
- Powtórz, bo chyba nie dosłyszałam. - różowo-włosa nadstawiła ucho.
- Ino podoba się Kibie.
- Głośniej, bo nie słyszę.
- Ino...
- Głośniej!
- Ino podoba się Kibie! - wykrzyczała na cały głos, a wszyscy obecni na sali sportowej spojrzeli w ich stronę. Na przeciw nich siedział ów chłopak z kolegami. Spojrzała w ich stronę i napotkała złowrogie spojrzenie Inuzuki. Od razu schowała się za blondynką.
- Ej, no ludzie! - jęknęła Yamanaka. - Nigdy nie widzieliście laski, która marzy o facecie?! Tak! Hinata szaleje za Kibą i chce mnie w to wrobić! - zaśmiała się.
- To nie prawda! - obruszyła się Hyuga.
- Tak samo jak moje relacje z Inuzuką. - pstryknęła ją w nos.
- Yamanaka, Hyuga, Haruno, ruszcie się! Czas na trening! - zganiła je Anko. Haruno i Yamanaka pobiegły jako pierwsze do trenerki, Hinata jednak stała tam gdzie wcześniej i patrzyła przepraszającym spojrzeniem na Kibę. - Hyuga!
- Już idę. - jeszcze raz spojrzała na chłopaka, po czym dołączyła do drużyny.
Wszystkie trzy należały do szkolnej, dziewczęcej drużyny piłki nożnej. Ino i Sakura były na ataku, a Hinata na bramce. Granato-włosa lubiła swoją pozycję. Idealnie do niej pasowała, bo nigdy nie była w centrum uwagi.
- Inuzuka! Uzumaki! Hyuga! Nara! Pokażcie tym ciamajdą jak się gra! - Anko wskazała na przeciwników dziewczyn. Drużyna składała się z najmniej wysportowanych chłopaków w szkole. Ci tylko wzruszyli ramionami i weszli na boisko, zamieniając się z pięcioma zawodnikami.
- To, jak? W sobotę mamy randkę? - Uzumaki zabawnie poruszył brwiami, podbijając piłkę w miejscu.
- To nie jest randka! - warknęła wściekła Haruno i ruszyła, by go podkosić. Ten jednak podskoczył z piłką i ruszył biegiem do bramki. Podał piłkę Shikamaru, a ten Kibie, który strzelił bramkę dziewczyną.
- Kiba, co jest?! - wrzasnął trener chłopaków, który podszedł do Anko. - To nie jest twoja gra!
- Nie wiem,czy pan zauważył, ale na bramce stoi dziewczyna, a nie tani gnojek! - wrzasnął mierząc wzrokiem trenera. Ruszył po piłkę.
- Sai! Zmień Hinatę! Hinata zmień Lee! - krzyknął, a Sai wszedł na bramkę dziewczyn, a młoda Hyuga dołączyła do drużyny chłopaków.
- Spróbuj szczęścia. - Sai zaśmiał się perfidnie. Inuzuka wysłał mu słodki uśmiech i ruszył z piłką na środek boiska. Kiedy tylko usłyszeli gwizdek rozpoczęli grę. Piłkę oczywiście znów mieli chłopaki. Kiba strzelił gola, prosto w brzuch Sai'a, który zwinął się z bólu.
- Świetnie Kiba! - pochwalił go trener. - Sai! Przestań się mazać i wracaj do gry!
- Sai! - krzyknęła Ino i podbiegła do swojego chłopaka. - Nic ci nie jest?
- Zniszczę cię, gnojku. - warknął do Inuzuki, kiedy ten brał piłkę.
- Uważaj, bo się przestraszę. - prychnął.